Connect with us

INNE

Recenzja ładowarki indukcyjnej Green Cell

Opublikowano

dnia

W dzisiejszych czasach bez telefonu jak bez ręki, przyznajmy to sobie szczerze. Jest z nami wszędzie – w pracy, w podróży, w kuchni, a także… nie oszukujmy się, smartfon jest idealnym kompanem podczas długotrwałych procesów myślowych w toalecie. Możecie to nazywać jak chcecie.

To samo tyczy się ładowarki czyli niepozornego akcesorium, bez którego jednak nie bylibyśmy w stanie godzinami przeglądać mediów społecznościowych, czytać newsów w sieci, rozmawiać z bliskimi (ok, „dalszymi” też), czy umilać sobie czas grami mobilnymi.

Nie, tak nie naładujecie indukcyjnie smartfona.

Ładowarki jednak niektórym z natury nie kojarzą się najlepiej – a to konieczność znalezienia gniazdka, a to przewód za krótki lub, co gorsza, kabel przechodzący w okolicach kanapy tak sprytnie, że ruch jednego domownika kończy się mini zawałem serca u drugiego, gdy ostatkiem refleksu uchronił swój telefon od upadku.

Pojawia się zatem pytanie – czy ładowanie musi być uciążliwe? Niekoniecznie. A to za sprawą obecnych już od dobrych paru lat na rynku ładowarek indukcyjnych. Sprawdźmy zatem jak w środowisku naturalnym radzi sobie ta spod znaku polskiej marki Green Cell.

Jak to wszystko wygląda?

Ładowarka indukcyjna od Green Cella jest zapakowana w zgrabne (na zdjęciach wydawało się większe, serio!) pudełeczko z grafiką utrzymaną w barwach producenta. Wewnątrz znajdziemy urządzenie grające główną rolę w tym materiale, a także krótką instrukcję i kabel microUSB-USB, za pomocą którego podłączamy ładowarkę np. do laptopa lub źródła prądu. Całość jest dobrze zabezpieczona w opakowaniu za pomocą woreczka i gąbki tak, aby nic się nie stało w transporcie.

Sama ładowarka wygląda bardzo stylowo. Wykorzystano tu szklane pokrycie górnej powierzchni, które prezentuje się naprawdę elegancko. A przynajmniej do czasu, jeśli nie zaczniecie jej macać tłustymi palcami, bo szkło jak to szkło, lubi łapać różne ślady. Trzymajmy się jednak tego, że na ładowarce mamy zamiar kłaść nasz smartfon, a nie dłoń. Na środku możemy zauważyć gumowe wypustki – mają one za zadanie zapobiegać przesuwaniu się ładowanego urządzenia. To samo spotykamy na spodzie – 4 gumowe nóżki, które utrzymują ładowarkę w miejscu. Wrodzona ciekawość kazała nam od razu sprawdzić, czy faktycznie im się to udaje, bo ile razy producent obiecywał antypoślizgowe cuda, a sprzęt jednak zachowywałby się, jakby ich wcale nie miał. Tu jednak plus dla Green Cella, bo wykorzystana w testowanej ładowarce indukcyjnej guma faktycznie nie pozwalała tak łatwo przesunąć zarówno samej ładowarki, jak i smartfona.

Co jednak z najważniejszą rzeczą – samym ładowaniem? Otóż odbywało się ono bezproblemowo. Po podłączeniu ładowarki do źródła zasilania i położeniu na nim LG V30,  zaczęła ona natychmiastowo ładować. Nie musimy bawić się w żadne skomplikowane konfiguracje, wszystko tu działa na zasadzie „plug & play”. O podłączeniu informuje nas delikatna dioda LED. Uzupełnianie baterii w smartfonie odbywało się równie szybko, co za pomocą standardowej ładowarki. Trochę jednak szkoda, że urządzenie marki Green Cell nie obsługuje opcji szybkiego ładowania, ale kto wie, może uświadczymy je w drugiej, odnowionej wersji akcesorium?

Czy warto zakupić ładowarkę indukcyjną Green Cell?

Odpowiadając sobie szczerze na to pytanie – zdecydowanie tak. Ładowarka bardzo dobrze się sprawuje zarówno pod kątem funkcjonalności, a także estetyki, co może spodobać się osobom lubiącym wpasowywać różnego rodzaju elektronikę w nowoczesne wnętrza. Jest banalnie prosta w obsłudze, więc nie powinna sprawić problemu nawet gadżetowym laikom. Na plus trzeba także liczyć komfort ładowania bez plączącego się między nogami kabla. Ładowarka indukcyjna Green Cell może również przypaść do gustu tym, którzy borykali się z problemem zużycia gniazda ładowania, którego wymiana potrafi kosztować czasem niemałe pieniądze. Sumując zalety urządzenia, przyznajemy produktowi odznaczenie za najlepszy design.

Testowaną ładowarkę indukcyjną Green Cell możecie obecnie zakupić w sklepie Świat Baterii w promocyjnej cenie 64,95 zł.